|
Płeć umowna
Tygodnik "Wprost", Nr 968 (17 czerwca 2001)
autor: Bożena Kastory
Ofiary inżynierii seksualnej protestują
Jedno na dwa tysiące niemowląt w krajach rozwiniętych wkrótce po
urodzeniu poddawane jest operacji mającej zadecydować o jego płci
- wynika ze statystyk opublikowanych niedawno w Stanach Zjednoczonych.
Raz na 500 porodów przychodzi bowiem na świat dziecko o cechach
anatomicznych męskich i żeńskich. Dzieci obojnakich rodzi się więcej
niż z zespołem Downa.
Według świadectwa urodzenia, każdy jest kobietą lub mężczyzną.
Nigdy obojgiem naraz. Tymczasem natura jest znacznie mniej kategoryczna
w swych kreacjach. Przerażeni rodzice dzieci obojnakich nie mogą
odpowiedzieć jednoznacznie na pytanie: chłopiec czy dziewczynka?
Do akcji wkracza więc chirurg. Modeluje narządy płciowe, by niemowlę
można było już na pierwszy rzut oka utożsamić tylko z jedną płcią.
Jeśli noworodek ma zarówno genitalia męskie, jak i żeńskie, usuwa
męskie. Ten kierunek "naprawy" jest technicznie łatwiejszy.
W rezultacie niemal wszystkie niemowlęta poddane takim zabiegom
muszą spędzić resztę życia jako kobiety.
Przeciw inżynierii seksualnej
W literaturze anglosaskiej ten rodzaj interwencji chirurgicznej
określa się jako sex management - zarządzanie płcią. Liczba takich
zabiegów pozostawała długo nieznana. Skutki operacji zaś często
okazywały się katastrofalne. Osoby im poddane nie utożsamiały się
z narzuconą im płcią. W Stanach Zjednoczonych powstało stowarzyszenie
osób o płci pośredniej. Cheryl Chase, założycielka Intersex Society
of North America, zwalcza pogląd, że ludzie dzielą się wyłącznie
na mężczyzn i kobiety. Tygodnik "New Scientist" zauważa,
że jest to jej osobista krucjata. Chase urodziła się z męskimi i
kobiecymi narządami płciowymi. Przez półtora roku wychowywano ją
jako chłopca. Lekarze zdecydowali jednak, że nie można zostawić
dziecka z cechami obojnaka. Usunęli więc tkanki tworzące jądra i
przemodelowali resztę narządów na kobiece.
Wmiatani pod dywan
Wprawdzie takie preferencje seksualne, jak homoseksualizm, biseksualizm
czy transwestytyzm, są coraz częściej tolerowane, rewolucja w tej
materii nie posunęła się jednak tak daleko, by miała zagrozić sztywnemu
podziałowi na płcie. "Nie wiem, czy myślę jak kobieta, czy
mężczyzna - mówi jedna z osób należących do Intersex Society.
- Społeczeństwo najchętniej wmiata takich jak my pod dywan, żeby
się pozbyć dyskomfortu i kłopotu".
Seksuolodzy rozróżniają kilka "wersji" płci pośredniej.
Ich różnorodność wynika z wielości przyczyn biologicznych powodujących
odstępstwa od jednoznacznego uformowania płci. Jedną z nich może
być nadmiar hormonów męskich w organizmie matki, na których działanie
bywają narażone płody genetycznie żeńskie. Hormony te przepisuje
się kobietom w celu podtrzymania zagrożonej ciąży. Androgeny wpływają
na wytworzenie męskich genitaliów obok lub zamiast kobiecych.
Gdy komórki genetycznie męskiego płodu nie reagują na męski hormon
testosteron lub reagują bardzo słabo, na świat przychodzi obojnak.
Z kolei chłopcy z dodatkowym chromosomem X (kobiecym) mają wprawdzie
męskie narządy rozrodcze, ale w wieku dojrzewania ujawniają się
u nich cechy kobiece, na przykład rozwijają się im piersi. Intersex
Society prowadzi kampanię zmierzającą do zaniechania praktyki chirurgicznego
ustalania płci u niemowląt, co do których sama natura miała wątpliwości.
Zdaniem członków tego stowarzyszenia, operacje takie nie przynoszą
żadnych korzyści. Osoby im poddane są z reguły bezpłodne, nie mają
szansy na normalne życie seksualne, w dodatku w czasie dojrzewania
najczęściej przestają akceptować płeć, jaką wybrali dla nich chirurdzy.
Jay Hayes-Light, szef brytyjskiej organizacji UK Intersex Association,
uważa, że interwencja lekarzy ma tylko podporządkować wygląd tych
ludzi standardom uznanym przez społeczeństwo za normalne. Ich uczucia
nikogo nie obchodzą.
Bruce czy Brenda
Podczas obrzezania mały Kanadyjczyk został tak nieszczęśliwie zraniony,
że lekarze uznali, iż lepiej przemodelować go na dziewczynkę. Dwuletni
Bruce stał się więc Brendą. Rodzice wychowywali go jak dziewczynkę.
W wieku 14 lat Brenda wyrzuciła jednak lalki i wstążki i oświadczyła
zdecydowanie, że jest Davidem. Zwyciężyła, jak można się było spodziewać,
płeć genetyczna. Brenda miała przecież męski chromosom XY i genetycznie
pozostała chłopcem, chociaż bez męskich genitaliów. Wypadek ten
mógłby świadczyć o przewadze genów nad wychowaniem, ale poczucie
przynależności do płci nie zawsze jest wynikiem prostych procesów.
Po podobnym zranieniu inny chłopiec jest już młodą kobietą przekonaną
o swej kobiecości. Widocznie męskie chromosomy i hormony przegrały
z wychowaniem.
Kłopoty z identyfikacją płciową, pojawiające się w dzieciństwie,
często wynikają z dramatycznych przeżyć czy trudnych relacji z rodzicami.
Większość dzieci z nich wyrasta, a pomóc może w tym wiele ośrodków
medycznych. W Klinice Tożsamości Płciowej w Toronto dr Ken Zucker
stosuje psychoterapię i system nagradzania zachowań uznanych za
typowe dla płci dziecka. Według krytyków tej terapii, lekarze bez
powodu traktują pewną odmienność zachowań jak zaburzenie psychiczne.
W San Francisco obrońcy praw człowieka uchwalili rezolucję potępiającą
metody leczenia nastawione na manipulowanie tożsamością płciową
dzieci.
Więźniowie płci
Wielu dorosłych cierpi tak bardzo, że decydują się na skomplikowany
proces zmiany płci. Operacje takie w niektórych krajach przeprowadzane
są od lat 70., w Polsce - od ponad dziesięciu lat. W Stanach Zjednoczonych
żyje 40 tys. mężczyzn, którzy przekształcili się w kobiety. Kobiet
przeobrażonych w mężczyzn jest znacznie mniej. W Polsce osobom nie
zgadzającym się z własną płcią pomocy hormonalnej i chirurgicznej
udziela między innymi Zakład Seksuologii i Patologii Więzi Międzyludzkich
w Warszawie. Jak ocenia jego pracownik, dr Stanisław Dulko, psychiczne
poczucie przynależności do płci przeciwnej ma jedna Polka na 30
tys., a transseksualny mężczyzna rodzi się u nas na 120 tys. porodów.
Liczba osób, które w Polsce zmieniły lub próbują zmienić płeć, oceniana
jest na dwa tysiące.
Ludzie dotknięci tym zaburzeniem nie mają fizycznych deformacji.
Kobieta czująca się mężczyzną ma kobiece ciało, prawidłowo rozwinięte
narządy płciowe, może urodzić dzieci i na dodatek jej poziom hormonów
jest zgodny z jej płcią biologiczną. Z tego powodu transseksualizm
długo stanowił zagadkę. Nie można było znaleźć biologicznych przyczyn
niezgody na własną płeć. Wprawdzie przypuszczano od dawna, że podział
na mężczyzn i kobiety uwarunkowany jest nie tylko genetycznie, ale
zależy też od poziomu hormonów w pewnych etapach życia płodowego,
nikt jednak nie potrafił wskazać, w jaki sposób te hormony oddziałują
na psychikę. Dopiero kilka lat temu stwierdzono, że mózgi kobiet
i mężczyzn są inaczej zbudowane, a te anatomiczne różnice uwarunkowane
są właśnie poziomem hormonów męskich w czasie rozwoju płodowego.
Jedną z takich struktur jest pole przedwzrokowe - uszkodzenie jego
powoduje u zwierząt zaburzenia poziomu hormonów i zachowań seksualnych.
Seks w mózgu
W podwzgórzu odkryto jeszcze strukturę, zwaną w skrócie BTS, która
u kobiet jest niemal dwukrotnie mniejsza. Dr Dick Swaab z holenderskiego
Instytutu Badań nad Mózgiem przeprowadził analizę tej struktury
w mózgach mężczyzn transseksualnych. Okazało się, że miała rozmiary
takie jak u kobiet. Jest to być może klucz do zrozumienia psychicznej
obcości transseksualistów wobec własnego ciała.
Na rozwój płci wpływają dziesiątki czynników. Dodane i wymieszane
w różnych proporcjach prowadzą do odstępstw od kategorycznego podziału
na kobiety i mężczyzn. "Jakiś czas temu naukowcy byli na tyle
naiwni lub aroganccy, że wydawało im się, iż posiedli magiczną formułę
zamiany Adama w Ewę. Ale nasze poczucie, kim jesteśmy, ma swoje
korzenie znacznie głębiej niż tylko w postrzeganej gołym okiem anatomii"
- ostrzega amerykański psychiatra Bill Reiner z Johns Hopkins School
of Medicine w stanie Maryland. Organizacje osób o płci obojnakiej
nawołują do rezygnacji z inżynierii seksualnej i pogodzenia się
z istnieniem form pośrednich. Medycyna nie może ich uleczyć.
|