a r t y k u ł y : :

Ani kobieta - ani mężczyzna
Süddeutsche Zeitung (opracował : Krzysztof Wagner)

"Chirurg był bardzo zadowolony. W liście do swego kolegi opisał swą małą pacjentkę jako "żywą, doskonale rozwiniętą dziewczynkę".
"Oprócz pobierania krwi 10-latka niczego się nie obawia." Ta pozytywna opinia mistrza skalpela nie powinna nikogo dziwić. W końcu rzekoma dziewczynka imieniem Birgit była dziełem jego lekarskiej sztuki." - Tak rozpoczyna się ciekawy artykuł na temat dramatycznego przypadku obojnactwa, czyli hermafrodytyzmu, opublikowany w niemieckiej gazecie "Süddeutsche Zeitung". Jak traktować ludzi, którzy urodzili się z płcią niezdefiniowaną przez naturę? Czy gotowi jesteśmy uznać, że ktoś może nie być mężczyzną lub kobietą? Czy hermafrodyci mogą być traktowani jak normalni ludzie? Czy należy zacząć zastanawiać się nad zaakceptowaniem faktu, że od żelaznej reguły podziału na płcie, istnieją czasami odstępstwa?

Siódmego marca 1966 roku, w jednym z monachijskich szpitali przyszedł na świat chłopczyk, który na skutek genetycznej anomalii miał zniekształcone genitalia. W wieku 14 dni lekarze stwierdzili tak zwany "syndrom androgenetyczny". Penis chłopczyka był za mały i nie wykształciły się jądra. Moszna była po prostu pusta. Także badanie chromosomów potwierdziło odstępstwa od cech męskich. W takim stanie rzeczy, metryka została skorygowana. Ktoś długopisem przekreślił imię Michel i wpisał Birgit. Losem małego pacjenta zajęli się specjaliści.

Birgit Reiter ma dziś 35 lat i znów nosi imię Michel - czytamy w niemieckiej gazecie. Michel próbuje zaakceptować swą tożsamość seksualną. Nie jest ani mężczyzną, ani kobietą. Jest hermafrodytą, obojnakiem. Jak sam(a) mówi - należy do trzeciej płci. Birgit/Michel chce nareszcie rozpocząć normalne życie, chce pracować i zarabiać pieniądze. W przyszłym roku ukończy studia i rozpocznie poszukiwania posady. Ale jaką pracę może znaleźć, skoro wszystkie posady oferowane są tylko kobietom, albo mężczyznom? Niedawno, próbował umieścić ogłoszenie następującej treści: "Hermafrodyta, socjolog, wyższe studia techniczne, 35 lat, wysoki współczynnik inteligencji, szuka zaczepienia w branży dającej perspektywy kariery..." W biurze ogłoszeń gazety, panie za biurkiem zrobiły wielkie oczy i odmówiły przyjęcia anonsu... Uważały, że określenie "hermafrodyta" jest niemoralne.

Kiedy artykuł o Michel Reiter pod tytułem "Ani kobieta ani mężczyzna, student walczy o uznanie jako obojnak" ukazał się na łamach "Süddeutsche Zeitung", do redakcji zgłosiło się wielu czytelników. Chcieli dowiedzieć się więcej o tej sprawie, byli zafascynowani problemem. Deklarowali swe poparcie i solidarność. Nie było ani jednej negatywnej reakcji. Michel Reiter potwierdza tę postawę: "Nie spotykam się z odrzuceniem. Tylko moja własna matka wierzyła, że zostanę wyrzutkiem i że ludzie będą się ze mnie śmiali. Nie chcę mieć z nią nic do wspólnego."

W tym miejscu trzeba cofnąć się ponad 30 lat wstecz. Na karcie chorych 4-letniej Birgit Reiter napisano: "Chirurgiczne odtworzenie waginy". Na stole operacyjnym, chirurg amputował szczątkowego penisa i utworzył otwór w ciele, sztuczną pochwę. Przez całe lata, Birgit podawać się musiała niezwykle bolesnym zabiegom poszerzania tego sztucznego kanału. Musiała nieustannie chodzić na terapię i kontrolę. Sztuczna wagina rozciągana była przy pomocy metalowych prawideł. Otrzymywała hormony, by zapobiec wykształceniu się cech męskich. 12 lat później, lekarze stwierdzili, że "pochwa szeroka jest na dwa palce. Efekt anatomiczny umożliwia współżycie. Natomiast problemem jest nastawienie psychoseksualne pacjentki." Birgit nie chce dać się wtłoczyć w przewidzianą dla niej rolę. W jej aktach znaleźć można skargę na "brak woli współpracy" i odmowę przyjmowania lekarstw. Birgit wraca do imienia Michel, które po niemiecku brzmi jak Michał, a po francusku jak Michalina. Zaczyna studiować socjologię.

Człowiek nazwiskiem Reiter - pisze niemiecka gazeta - nie chce się czuć kobietą lub mężczyzną. Uważa, że nie ma sprecyzowanej płci. Ale świat, w którym żyje jest unormowany heteroseksualnie. Trzeba się zdecydować czy idzie się do toalety "dla Panów" czy "dla Pań", wszystkie urzędowe formularze wymagają podania płci. Michel rozpoczyna walkę. Kieruje do sądu wniosek o prawne uznanie obojnactwa. Bo kiedy władze uznają hermafrodytyzm to "nie będzie się już okaleczać dzieci na stołach operacyjnych i siłą zmuszać do przyjęcia tożsamości płciowej".

"Tertium non datur" jest zasadą z dziedziny logiki i znaczy po łacinie "trzeciego nie ma". Z zasada ta jest regulantem naszego pojmowania. Istnieje tylko "A" lub "nie A", "być albo nie być" - za Szekspirem, lub "1 lub 0" w teorii informatyki. Geniusz matematyczny, Kurt Gödel już pół wieku temu zwrócił uwagę na teorię polaryzacji. Jeśli istnieją przeciwieństwa (takie jak różnice płci), to przeciwieństwa te muszą zawierać trzeci element, referencyjny. Inaczej bowiem - wszystko, co przyjmiemy, może być dowolne, uznaniowe, nie zaś faktyczne.
Czasami, mówi Michel Reiter, odnosi się wrażenie, że "obojnactwo stanowi zagrożenie dla całej ludzkości. Lecz czyż nie może być jego wzbogaceniem?"